Postanowiłem ,że muszę się pochwalić swoimi pracami z ludźmi... nie ma sensu robić zdjęć tylko dla siebie.Czyli do szuflady. Myślę,że inni też powinni zobaczyć te miejsca które widzę ja...te przedmioty,te sytuacje. Nie muszą to być najpiękniejsze miejsca na ziemi,chociaż niektóre dla mnie takimi są...
Zdjęć robię sporo ,oczywiście dalekie są do doskonałości...ale ja się uczę,cały czas...
Na początek kilka wstawię i poczekam na ew. komentarze...
Kto chce niech pisze ...
Pozdrawiam wszystkich !
B. Dębski.














No dawno mnie nie było...
Dzięki tym którzy zechcieli wejść na tą stronę i napisali zacne słowa...Zdjęć takich i tych normalnych będzie z czasem więcej...
Kończy się zima i zaczyna wiosna... to co lubię najbardziej... Jak wspomniałem nie było mnie ,no i z czasem było nie tak ,a najważniejsze ,że byłem na wycieczce w Italii.Byłem tam nie pierwszy raz...mimo wszystko ciągnie mnie tam okropnie...
Napisałem relację ,taka malutką ( początek )i wysłałem do znajomej w Szwecji,jednak pragnę podzielić się swymi wrażeniami ( potem zdjęciami ) również z innymi ...oczywiście z tymi którzy będą to chcieli przeczytać jeśli będzie czas to postaram się opisać dalsze ważenia w terminie późniejszym...
Pozdrawiam .
Cz. 1
Wyjechaliśmy w środę o 7:30 z naszego rynku w Burzeninie.Po zapakowaniu się i usadowieniu na właściwych miejscach ruszyliśmy dosyć żwawo autobusem wykonać kolędę po pozostałych uczestników wycieczki ( źle to w/g mnie było zorganizowane bo autobus powinien zabrać ludzi z jednego miejsca np. z Sieradza ) każdy chyba może dzisiaj dojechać 15-20 Km ...No a tak to traci się bezcenny czas.Czas jak się potem okazuje jest bezcenny bo wszystko trzeba robić galopem.Percepcja ludzka potem nie nadąża ,człowiek nie może wszystkiego ogarnąć...
No tak czy siak dojechaliśmy szczęśliwie do Czech potem do Austrii ,przez Wiedeń przejeżdżaliśmy już właściwie nocą więc już w zasadzie nie było na co oka zawiesić... tym bardziej nic nie było widać jadąc przez Alpy. A jest na co popatrzeć w dzień.O tym innym razem.
Starościna co jakiś czas dbała o nas roznosząc zacną okowitę,chociaż i to w zasadzie nie pomagało...
Potem było już tylko gorzej... ja np. nie mogłem usnąć ,nie wiem czy ze zmęczenia czy z niewygody ( autokar to nie małżeńskie łoże ) nie spałem do rana .
No a rano...a rano ok. 7:00 byliśmy już ( dopiero ! ) w Wenecji ...Powoli ,ospale zaczęli ludzie się wysypywać z autokaru... ten i ów mruczał coś pod nosem o WC, o tym ,że może by jakieś śniadanie zjeść,ale jak ? na płycie parkingu pokrytego śniegiem...?W dodatku " pani " zajęta była rozmowa z przewoźnikiem i na nas przestała zwracać uwagę... nie wiadomo było czy iść gdzieś tego kibelka szukać czy czekać,no pani zaczęła podpadać...
Musieliśmy trochę poczekać bo nasza "pani" nie domówiła się dokładnie z panem ,który miał nas wziąć na statek...i czekaliśmy na zasypanym śniegiem parkingu... Dodam ,że dwa dni przed naszym wyjazdem do Italii z nad południowej.Hiszpanii i Francji przeszła przez południe Europy potężna fala śniegu... tak więc jak na tę porę roku Włochy( Italia -tak się właściwie powinno mówić ) -( ok. 1/3 ) były zasypane śniegiem. Widok niesamowity tym bardziej,że na drzewach są tam już cytryny i mandarynki...kwitną brzoskwinie...
Tak więc prosto z autokaru przeszliśmy na nadbrzeże i na statek .Dodać należy dla świadomości ,że jechaliśmy całą dobę...bez snu ,konkretnego mycia i normalnego w miarę jedzenia...Dla mnie nie stanowiło to większego problemu,liczyło się przecież to co za chwilę zobaczę... Ucieszyłem się bardzo bo był to rejs dookoła Wenecji. I tak zawieźli nas najpierw na wyspę Murano , od dawna są tam huty szkła,( no właściwie manufaktury... tam się poza piecami nic nie zmieniło od nie wiem ilu lat ...) Zwykłe narzędzia ,niemalże prymitywne.Przaśne warunki pracy...byliśmy w takiej hucie. Huta jak huta kojarzy się z jakimś kolosem , a tu pomieszczenie 20 na 30m i to cała huta. Takich jest tam wiele... I nie to jest w tym najważniejsze... ważne jest to ,że tam pracuje tylko 5-6 osób, no powiem ,że i to też jest może mniej istotne... na mnie wywarło duże wrażenie ( wywierało i wywiera ) to co oni tam robili.To w/g mnie nie są zwykli pracownicy..to artyści.To co oni potrafią stworzyć z kawałka rozżarzonego szkła w pale się nie mieści. Ja byłem już w Wenecji kilka razy ( chociaż w takiej hucie pierwszy raz) i miałem możliwość obejrzenia nie jednej wystawy z takimi szklanymi cudami. To się w pale nie mieści. Nie umiem napisać co widziałem ,słownictwo mam zbyt ubogie,te kształty,barwy,odcienie,te pomysły...szok ! Ludzie robią to wszystko rękami tak po prostu ,zwyczajnie...
Wszyscy staliśmy na takim specjalnym " pomoście " i oglądaliśmy co akurat robią... jeden kończył wielki wazon ( musiał być ciężki.. )potem go odcięli od rury...inny w zwykłą drewniana formę włożył kawał szklanego gluta ,aby po chwili wyjąć inny szklany wazon,jak oni wymyślają te wzory ,pomysły no nie wiem...Po chwili inny wyjął z pieca ( zaczerpnął ) trochę masy szklanej i podszedł bliżej nas ,usiadł na starym ,zdezolowanym taborecie i zaczął coś kombinować... ze zwykłej kulki w 5 minut powstał koń..taki wierzgający koń,z ogonem ,rozwiana grzywa....przy nas stojących na tym podeście prawie w milczeniu z rozdziawionymi gębami...co tu jeszcze dodać...warto było to zobaczyć.Potem zaprowadzili nas do sklepu " przyzakładowego"pokazali co maja na stanie . Znowu kopara opadła... ceny szkiełek były różne: dość drogie ,drogie i pierońsko drogie. Przekrój wielki,talerze, kielichy,bibeloty. pierdółki. wazony,żyrandole proste,nawet niezbyt ładne i żyrandole przepiękne takie ,że szok...no morze szkła...Tylko kupować,fakt ,że było tam wszystko taniej niż w sklepach właściwej Wenecji...i tak nie pomógł...my jesteśmy niestety zbyt ubodzy... ( tego tematu nie chcę rozwijać... może kiedy indziej ..nie chcę się z rana denerwować... )
No ! Oczy nasyciłem i jazda dalej...proszę państwa teraz płyniemy na inną wyspę ,nazywa się Burano...słynie z tego,że tam kobitki robię te słynne na cały świat koronki. Od całych firan,damskich bluzek ( nie wiem czy to właściwa nazwa ) przez chusty, chusteczki,fartuchy ,fartuszki,naścienne widoczki Wenecji do całkowicie malutkich pierdółek...No oczywiście robione specjalna techniką ręcznie.Od wieków...
Dodam,że na pierwszej jak i na drugiej wysepce wrażeń dodawały niezwykłe dla nas widoki kanałów,kanalików. domów,domków,ślicznie wkomponowanych w całość...okna ,okiennice...a wszystko takie starodawne ,takie " śmierdzące " historią,takie nie zmieniające się od nie wiadomo kiedy...Mostki,mosteczki przejścia wąskie, mrokliwe, schodki proste i kręte,latarnie ,lampiony.I oczywiście knajpeczki ,z małymi okienkami...niziutkie ,takie "rozlazłe" ,jakby napęczniałe,wychodzące swymi stolikami i krzesełkami na te wąskie uliczki...nie dające spokojnie przejść,zaczepiające...
Malutkie ,bardzo kolorowe domki,łódki zaparkowane jak samochody...A nad tym wszystkim góruje wielka dzwonnica prawie nieczynnego kościoła,porośnięta porostami,mchami ,pochylona tak strasznie ,że już jutro chyba się przewróci...a może się nie przewróci?
Klimat...cisza ,spokój,zero pośpiechu,nostalgia...wścibskie mewy podlatujące jak blisko się tylko da...Tylko trochę przeszkadzał ten niepotrzebnie wypuszczony z nieba śnieg...Żeby tak można było posiedzieć kilka godzin ,popatrzeć ,ukraść im trochę tego klimatu,widoku...najeść się go do syta...
No proszę państwa teraz jedziemy na jeszcze jedna wysepkę ( zaczęła sepleniąc pani... ) która jest b. mała ...mieszka na niej ok. 100 osób... jeden sporawy kanał. i kościół romański z VII wieku...
Po obejrzeniu tegoż zapakowali nas na pokład i płyniemy zdobywać Wenecję...
Ale o tym innym razem ...muszę jeszcze obrobić sporo zdjęć ,potem wybrać kilka aby tutaj sie nimi pochwalić.
Przepraszam wszystkich czytających za styl...pisarz ze mnie cienki.